|
|
Szusowanie w Wiśle
20-21.02.2010
Drugi w tym sezonie weekend na nartach i snowboardzie spędziliśmy w Wiśle. Tym razem pojechaliśmy dużym busem z przyczepą w 16 osób. Wyjechaliśmy ok. 4 nad ranem w sobotę, a w Wiśle byliśmy ok. 10. Na kwaterce zrzuciliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy na podbój Soszowa. Każdy z uczestników otrzymał przed wejściem na wyciąg szwendaczkowe pociągadełko karnetowe Sobotnia pogoda na szusowanie nie była zbyt korzystna: padał zamarzający na goglach deszcz, a w powietrzu wisiało totalne „mleko” mocno ograniczające widoczność Dwie osoby szusowały aż tak ostro, że w ich przypadku była konieczna wizyta w szpitalu Musieliśmy udać się do oddalonego o jakieś 30 km Cieszyna, gdyż w miejscowości narciarskiej jaką jest Wisła nie ma rentgena! Po kilkugodzinnej wizycie w szpitalu okazało się, że koleżanka złamała nogę w kostce i NFZ zafundował jej gips na jakieś 4 tygodnie, natomiast „snowboardzista płotowy” tylko nadwyrężył nogę i palec, więc dostał od NFZ-tu palcową szynę na tydzień i maść na ogromnego na pół nogi siniaka! Pozostała część grupy, która nie uczestniczyła w akcjach szpitalnych miała tego dnia w planach jeszcze wieczorne moczenie i saunowanie w Parku Wodnym Tropicana w Hotelu Gołębiewskim. Okazało się jednak, że gości hotelowych chętnych na skorzystanie z Tropicany było tego dnia tak dużo, że nie wpuszczano nikogo z zewnątrz Wszyscy zapakowaliśmy się zatem do busa i wróciliśmy do pensjonatu, gdzie mieliśmy zaklepany nocleg. Jakby mocnych wrażeń i niesprzyjających tego dnia okoliczności było mało, to w pensjonacie też czekała nas niefajna niespodzianka: okazało się, że niedługo przed naszym powrotem wystąpiła w pensjonacie awaria i w związku z tym brak jest ciepłej wody i ogrzewania Mieliśmy ogromne szczęście, że w ostatniej chwili w okresie feryjnym znalazło się dla nas 17 miejsc w innym pensjonacie W niedzielę po śniadanku w pomniejszonym o 2 osoby składzie (w związku z wypadkami dnia poprzedniego) pojechaliśmy na Stożek. Tego dnia pogoda była idealna do szusowania: świeciło słoneczko odsłaniając wspaniałe widoczki Beskidu Śląskiego! Mimo oblodzenia na trasach szusowaliśmy cały dzień robiąc od czasu do czasu przerwy na małe co nieco Tego dnia obyło się bez akcji kolizyjnych na stoku i zanim się obejrzeliśmy dzionek zleciał. Trzeba było zapakować się w busa, odstać trochę w korkach wyjazdowych z Wisły i wrócić do stolicy. Podróż minęła nam szybko, po drodze obejrzeliśmy jakieś dwa filmowe hity i w godzinach nocnych dotarliśmy do Warszawy. Spisali: Iza i Piotrek |
||||




Na Soszowie wypróbowaliśmy jak się jeździ na nowo wybudowanym 4-osobowym wyciągu krzesełkowym i napiliśmy się słynnego, grzanego piwa. Piwo niestety się popsuło
, ale wyciąg całkiem fajny
Konieczna zatem była podwójna wizyta w szpitalu 


