Klub Turystyczny Szwendaczek
aktywne formy spędzania wolnego czasu w dobrym towarzystwie
Strona główna arrow Archiwum arrow narty/deska arrow Szusowanie w Wiśle - 20-21.02.2010
08.09.2010.
 
 
Drukuj Poleć znajomemu

Szusowanie w Wiśle

20-21.02.2010

Wszystkie zdjęcia

Drugi w tym sezonie weekend na nartach i snowboardzie spędziliśmy w Wiśle. Tym razem pojechaliśmy dużym busem z przyczepą w 16 osób. Wyjechaliśmy ok. 4 nad ranem w sobotę, a w Wiśle byliśmy ok. 10.

Na kwaterce zrzuciliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy na podbój Soszowa. Każdy z uczestników otrzymał przed wejściem na wyciąg szwendaczkowe pociągadełko karnetowe  Na Soszowie wypróbowaliśmy jak się jeździ na nowo wybudowanym 4-osobowym wyciągu krzesełkowym i napiliśmy się słynnego, grzanego piwa. Piwo niestety się popsuło , ale wyciąg całkiem fajny 

Sobotnia pogoda na szusowanie nie była zbyt korzystna: padał zamarzający na goglach deszcz, a w powietrzu wisiało totalne „mleko” mocno ograniczające widoczność . My jednak nie dawaliśmy za wygraną i szusowaliśmy na całego!

Dwie osoby szusowały aż tak ostro, że w ich przypadku była konieczna wizyta w szpitalu  Okazało się, że jedna z uczestniczek podczas zjazdu niefortunnie skrzyżowała narty, a po chwili jej kostka zaczęła puchnąć. Natomiast uczestnik płci męskiej miał mocne, bliskie spotkanie z drewnianym płotem, ponieważ źle wyliczył promień skrętu w stosunku do prędkości, z którą jechał  Konieczna zatem była podwójna wizyta w szpitalu 

Musieliśmy udać się do oddalonego o jakieś 30 km Cieszyna, gdyż w miejscowości narciarskiej jaką jest Wisła nie ma rentgena! Po kilkugodzinnej wizycie w szpitalu okazało się, że koleżanka złamała nogę w kostce i NFZ zafundował jej gips na jakieś 4 tygodnie, natomiast „snowboardzista płotowy” tylko nadwyrężył nogę i palec, więc dostał od NFZ-tu palcową szynę na tydzień i maść na ogromnego na pół nogi siniaka!

Pozostała część grupy, która nie uczestniczyła w akcjach szpitalnych miała tego dnia w planach jeszcze wieczorne moczenie i saunowanie w Parku Wodnym Tropicana w Hotelu Gołębiewskim. Okazało się jednak, że gości hotelowych chętnych na skorzystanie z Tropicany było tego dnia tak dużo, że nie wpuszczano nikogo z zewnątrz  Musieliśmy więc odpuścić ten punkt programu.

Wszyscy zapakowaliśmy się zatem do busa i wróciliśmy do pensjonatu, gdzie mieliśmy zaklepany nocleg. Jakby mocnych wrażeń i niesprzyjających tego dnia okoliczności było mało, to w pensjonacie też czekała nas niefajna niespodzianka: okazało się, że niedługo  przed naszym powrotem wystąpiła w pensjonacie awaria i w związku z tym brak jest ciepłej wody i ogrzewania  i do tego nie wiadomo, o której i czy w ogóle awaria ta zostanie usunięta. Nie mogliśmy zgodzić się na to, by nocować w nieogrzewanym obiekcie bez ciepłej wody po całym dniu na stoku, przemoknięciu i przemarznięciu! Przeprowadziliśmy więc szybką akcję namierzenia i skontaktowania się z innym ośrodkiem, który mógłby przyjąć na nocleg naszą grupę.

Mieliśmy ogromne szczęście, że w ostatniej chwili w okresie feryjnym znalazło się dla nas 17 miejsc w innym pensjonacie  Opuściliśmy więc naszą pierwotną kwaterę i przejechaliśmy ze wszystkimi rzeczami do cieplutkiego ośrodka z nieograniczonym dostępem do ciepłej wody  Mimo tych wszystkich zawirowań, udało nam się ostatecznie zdążyć na wieczorne olimpijskie, srebrne skoki Adama Małysza, które obejrzeliśmy w barze w jego rodzinnej miejscowości popijając zimne piwko i zajadając się ogromnymi pizzami!

W niedzielę po śniadanku w pomniejszonym o 2 osoby składzie (w związku z wypadkami dnia poprzedniego) pojechaliśmy na Stożek. Tego dnia pogoda była idealna do szusowania: świeciło słoneczko odsłaniając wspaniałe widoczki Beskidu Śląskiego! Mimo oblodzenia na trasach szusowaliśmy cały dzień robiąc od czasu do czasu przerwy na małe co nieco 

Tego dnia obyło się bez akcji kolizyjnych na stoku i zanim się obejrzeliśmy dzionek zleciał. Trzeba było zapakować się w busa, odstać trochę w korkach wyjazdowych z Wisły i wrócić do stolicy. Podróż minęła nam szybko, po drodze obejrzeliśmy jakieś dwa filmowe hity i w godzinach nocnych dotarliśmy do Warszawy.

Spisali: Iza i Piotrek

 
 
Top! Top!