Klub Turystyczny Szwendaczek
aktywne formy spędzania wolnego czasu w dobrym towarzystwie
Strona główna arrow Archiwum arrow wędrówki górskie arrow Bieszczady zimą - 12-13.12.2009
08.09.2010.
 
 
Drukuj Poleć znajomemu

Bieszczady zimą

12-13.12.2009

Wszystkie zdjęcia

W połowie grudnia wybraliśmy się na weekend w Bieszczady. Do Wołosatego dojechaliśmy busem w godzinach porannych w sobotę. Jeszcze będąc w busie każdy z uczestników otrzymał indywidualny szwendaczkowy kalendarz  na 2010 r. ze zdjęciem z wyjazdu, w którym kiedyś uczestniczył.

Gdy wypakowywaliśmy się z busa zaczął padać śnieżek i ścisnął mrozek. Ubrani więc ciepło ruszyliśmy na trasę. Udaliśmy się czerwonym szlakiem w stronę Przełęczy Bukowskiej. Tu zrobiliśmy chwilę przerwy na herbatkę i batonik, zebraliśmy też zamówienia na niedzielny obiadek w Wetlinie.

Idąc wyżej w stronę Rozsypańca i Halicza mieliśmy możliwość przyjrzeć się Bieszczadom w bajkowej, zimowej scenerii! Zasypane śniegiem drzewa i zmrożone na wietrze płatki białego puchu zrobiły na nas niesamowite wrażenie!

Niestety ogólnie panowała słaba widoczność, a mroźny, silny wiatr sprawiał, że twarze nam drętwiały z zimna. Na szczęście wszyscy byliśmy dobrze opatuleni w czapki szaliki, kaptury itp., więc daliśmy radę  Na Przełęczy pod Tarnicą zebraliśmy się do gromadki. Część z nas zdecydowała się wdrapać na szczyt, niektórzy, co bardziej przemarznięci, udali się z Przełęczy bezpośrednio w dół w stronę Ustrzyk Górnych.

Zdobywcy Tarnicy (1346 m n.p.m) cyknęli sobie grupenfotkę z ośnieżonym całkowicie krzyżem na szczycie i również rozpoczęli schodzenie do Ustrzyk. Cały czas otaczała nas cudna, zimowa sceneria i towarzyszył nam ostry mróz. Gdy dotarliśmy do knajpy w Ustrzykach to wielu z nas wręcz rzuciło się na rozpalony kominek, aby ogrzać swoje zmarznięte kości. Inni postanowili rozgrzać się od środka i zamówili grzane piwko lub winko 

Po ciepłym obiadku i napitku w knajpie ustrzykowej przeszliśmy kilkaset metrów do Hotelu Górskiego, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Tu rozlokowaliśmy się w komfortowych pokoikach (tym razem czekały na nas 2-osobowe pokoje z łazienkami ), wzięliśmy ciepły prysznic, a następnie spotkaliśmy się na posiadówce w hotelowej restauracji. Tu każdy dostał „kartkę” na gratisowe piwo, więc poczuliśmy się tak, jak byśmy wrócili do czasów naszego dzieciństwa, gdy rodzice ustawiali nas w długaśnych kolejkach z kartkami w ręku 

Tego wieczoru również świętowaliśmy urodziny jednej z uczestniczek wyjazdu wznosząc toast szampanem i śpiewając jej „Sto lat”. A jako ostatni punkt wieczoru w planach mieliśmy hotelowe saunowanie! Po całodniowym wymarznięciu większość z nas chętnie skorzystała z tej możliwości wygrzania swoich kości  A po odprężającej,rozgrzewającej sauence zalegliśmy w łóżeczkach i spaliśmy twardo aż do niedzielnego ranka.

W niedzielę rano zeszliśmy na hotelowe śniadanko przygotowane dla nas w formie szwedzkiego stołu. Zajadaliśmy się paróweczkami, jajkami na twardo, pasztetami, sałatkami i innymi smakowitościami. Wszystko było świeże i pyszne. Po obfitym śniadanku zrobiliśmy przedhotelową grupóweczkę, a następnie udaliśmy się w stronę czerwonego szlaku prowadzącego na Połoninę Caryńską.

Przez noc dopadało jeszcze sporo śniegu, więc trasa była praktycznie nietknięta ludzką stopą. Można powiedzieć, że przecieraliśmy dziewiczy szlak Widoczność tego dnia była nieco lepsza niż w sobotę, ale i tak pozostawiała wiele do życzenia. Na trasie robiliśmy oczywiście postoje na ciepłą herbatkę i drobne przekąski.

Gdy wyszliśmy na otwartą przestrzeń połoniny wiał dosyć silny, zimny wiatr i padał śnieg, ale my okapturzeni, dzielnie parliśmy do przodu. W najwyższym punkcie Połoniny Caryńskiej (1297 m n.p.m.) cyknęliśmy zbiorową fotusię i rozpoczęliśmy schodzenie do Brzegów Górnych. Ci, co byli tu wcześniej, zdecydowali wdrapać się jeszcze na Połoninę Wetlińską do Chatki Puchatka. Jednak większość zakończyła górską wędrówkę w Brzegach Górnych i została zgarnięta przez naszego busa, który dowiózł nas do knajpy Czartoryja w Wetlinie.

Tu spałaszowaliśmy zamówiony dzień wcześniej obiadek w postaci placków po bieszczadzku, kotletów schabowych, pierogów, zup pomidorowych i innych żurków. Wszystko było cieplutkie i smaczne.Popijaliśmy oczywiście grzanym, złotym trunkiem. Po jedzonku zapakowaliśmy się do busa i ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy. Czas biegł szybko, gdyż podczas dosyć długiej trasy oglądaliśmy filmy na DVD. Jakoś ok. 2 w nocy dotarliśmy do stolicy, więc mogliśmy położyć się jeszcze na kilka godzin we własnych łóżeczkach przed czekającymi nas w poniedziałek obowiązkami.

Spisali: Iza i Piotrek

 
 
Top! Top!